“Ruda i tak ciągnie wszystkim!” czyli (Futsal) Lunaro Tarnów – Wisła Kraków

Relacja P.

Jako, że sezon ogórkowy w pełni, człowiek nie wie co z sobą zrobić, więc wynajduje sobie różne zajęcia. W piątek wieczorem przed wyjściem na piwo dostaje telefon od K. z propozycją łaziorki po Tarnowie w dobrym składzie. Po przeanalizowaniu mojego kalendarza, notatnika itp i podsumowaniu tego jednym słowem: nuda,

oddzwaniam, że jestem jak najbardziej chętny na przygodę. Startujemy w sobotnie popołudnie, a na składzie JŁK, E., A. oraz Sz. Kolega Sz. załapał się w ostatniej chwili, bo jego wymówkom nie było końca, jednak po telefonie E. szybko się do wyjazdu przekonał. Poza tym nie od dzisiaj wiadomo, że E. się nie odmawia i się go nie przegada! Pozdro E. ;)
Droga do Tarnowa przebiega szybko, sprawnie i meldujemy się w hotelu wynajętym przez braci z Tarnowa. Na wejście browar, browar, browar i najlepiej jeszcze weź sobie na zapas! No to pysznie…. po pokojach po dwie kraty, a pokoje 2 osobowe… Przywitanie się z Unistami i resztą naszej ekipy, lekkie piwkowanie i idziemy sprawnym krokiem na rynek. Tam od razu na stół wjeżdża wódka, a kolega D. narzuca odpowiednie tempo picia argumentując dosadnie: “kto nie pije ten cwel”. Po spożyciu kilku kieliszków P. stwierdza “mmmmm jaka pyszna wódka” masującąc się energicznie po brzuchu. Do lokalu zjeżdza się coraz więcej osób no i zaczynają się rozmowy kibicowskie przy wódce, a potem przy wódce i pizzy. W pewnym momencie stolik obok zostaje zajęty przez osobniki płci żeńskiej (panieński czy co?), a po usłyszeniu J…. Wisłę, na co wiele osób ma wyczulony radar, zaczęło się miażdzenie psychy czego finałem było… “ruda i tak ciągnie wszystkim…” kolegi D. Tu też zaczęły się pierwsze braki w pamięci, ja wyszedłem z owego lokalu zbulwesowany sytuacja i prowadziłem gadkę z kolegą L z Unii na zewnątrz. Po powrocie do środka okazuje się, że to jeszcze nie koniec tarnowskich atrakcji i trzeba się przelokować do klubu Wall street. Tu już się zaczęły tzw. ciężki dykty! Usiadłem przy stoliku, oczywiście wypełnionym piwami, i zacząłem wylewnie pisać smsy jak to pięknie jest w Tarnowie. Na parkiecie gorąco i to nie bynajmniej za sprawą piosenki “ai se eu te pego”. Zmuszeni byliśmy opuścić ten lokal, ku niezadowoleniu ogółu, ale swoje racje mieliśmy i je poparliśmy. Kolega D. chciał z kratami czekać pod klubem, żeby wyjaśnić pewne sprawy, ale zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Wracamy do hotelu no i tam kolejna porcja katowania, tym razem na jakimś boisku z ławką rezerwowych. W końcu udajemy się, mniej więcej prostym krokiem na spoczynek. Ledwo usnąłem a tu jeb, jeb, jeb!! “UNIA NIE ŚPI! UNIA CZUWA!!! I zaczeli wynosić Sz. z pokoju. Po poinformowaniu, że kierowca, odpuszczają. Kolo 11 się budzimy, kac męczy, a tu Ka. i D. w dobrych humorach oznajmają nam, że ich kolega tak dobrze się bawił dzień wcześniej, że wylądował w…. Krakowie… Huta to stan umysłu :D Unia się zjawia i zaczynami piwkowanie, po czym udajemy się na obiad. Rosół, kotlet, frytki, surówki do woli…. Na obiady tylko do Tarnowa!!! Po obiedzie udajemy się już na halę, gdzie jest grany turniej jakiś małolatów m. in. Unii. Siedzimy, piwkujemy, rozmawiamy, oglądając mecze kolejne, tylko ta Stal Mielec… :[ Do meczu kilka godzin i Unia rozpoczyna rozkładanie oprawy, do czego się z kolegą Ka. skutecznie przykładamy, przenosząc tabliczkę “Sektor gości” tam gdzie jej miejsce. Przed meczem idziemy jeszcze z K. do samochodu, na piwko, a że nam się nudziło to pytaliśmy ludzi za kim są, w 100% odpowiedzi były “za Unią!”, a dezorientacja była, gdy padało “A nie za Wisła?”. Po godzinie przyjeźdżają autokar i busy. Dużo osób w barwach Śląska i Lechii co budzi moje zdziwienie.. Unia nie ma z nimi zgody, dopełnieniem wszystkiego już były śpiewy przed halą “Śląsk i Wisła”…. Dużo osób, więc korzystam z okazji i udaję się do samochodu, gdzie dzwonię do T. ze Śląska. Po przegadaniu paru spraw wchodzę praktycznie bez kolejki na sam hymn Wisły. Oprawa w górze, hymn odśpiewany, jedziemy z dopingiem. Głównie dla Wisły, ale nie mogło zabraknąć dopingu dla braci z Unii, w tym charakterystyczne Zeeeeeeeet! Lumaro miało jakieś 4-5 fanek, które próbowały coś tam śpiewać, spiker też niby za Lumaro, ale tylko się zbłaźnił, dostał ze dwa razy “Proszę Cie…” i się zamknął. Doping w naszym wykonaniu dobry i niósł się dzięki blasze z której była zrobiona hala. Po meczu udajemy się na parking, odpalamy race, śpiewamy 2-3 zgodowe piosenki. Rozdzielamy piwa między autokar i busy i zawijamy do Krakowa. Powrót wieczorem o 23, po długim i męczącym, aczkolwiek niezapomnianym weekendzie!

TSW&ZKS!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.